Hubert’s News


Znać swoje miejsce

Posted in polityka by Hubert on the March 17th, 2011

Ze względu prowadzonego biznesu muszę czasem opuścić naszą zieloną wyspę dobrobytu i udać się na tzw. Zachód Europy. Gdy odwiedzam jakiś przybytek typu sklep czy restauracja, to zauważam, że w odróżnieniu od naszego kraju, pracujący tam sprzedawcy, kelnerki, i inny pracownicy są zadowoleni z siebie, uśmiechnięci, i nie zmieniają się zbyt często. U nas zaś, gdy idę do piekarni lub fryzjera, wcale się nie dziwię, gdy widzę że jedna naburmuszona pani zastąpiona została inną naburmuszoną panią – obie równo niezadowolone z tego co przyszło im robić. One tracą nerwy, będąc wciąż tam, gdzie nie chciałyby być, a klient traci nie mając doświadczonej osoby która by go obsłużyła.

Koncepcja, że każdy ma swoje miejsce, poletko do uprawiania, jest podstawą szczęścia społeczeństw zachodnich. Niektórzy wywodzą to ze struktury ekonomicznej społeczeństwa, niektórzy z dominującego w wielu krajach protestantyzmu. Nie wiem jakie są przyczyny – wiem jednak że u nas radość z odnalezienia i obsługiwania swojego miejsca jest znikoma. 

Widać na na każdym szczeblu drabiny społecznej. Urzędnicy państwowi (którymi przecież są posłowie, ministrowie i prezydencji) stawiają się ponad prawem i nie lubią przypominania jakie jest ich miejsce jako urzędnika. Podam kilka przykładów z naszej sceny politycznej. Przykład pierwszy: W słynnej katastrofie lotniczej w Smoleńsku w zeszłym roku pasażerowie nie mieli zapiętych pasów (bo przecież przepisy są dla kogo innego). Sprawę zwierzchnictwa kapitana statku powietrznego nawet nad prezydentem na pokładzie pomijam w tym momencie bo jak to było nie dowiemy się chyba nigdy. Przykład drugi: Mimo zakazu palenia w miejscach publicznych, nie jest on przestrzegany w restauracji sejmowej (bo przecież prawo jest dla plebsu). Przykład trzeci: minister nie jest Jasiem Kowalskim. Przykład czwarty: cała rzesza posłów nie przestrzegających przepisów drogowych i wymachujących policjantom poselskim dokumentem.

Wniosek: z trzech postaci słynnej polskiej satyry politycznej, nasi Wójtowie (urzędnicy) czują się Panami (właścicielami).

Przypomina mi się tutaj scena z nowej książki Brada Meltzera “Inner Circle”, gdzie archiwista w bibliotece Białego Domu widzi jak prezydent ukradkiem chowa do teczki przeglądany właśnie manuskrypt. Chwilę walczy ze sobą – i zwraca jednak prezydentowi uwagę, mimo ostrzeżenia “uważaj synu co teraz powiesz”. Z tej sceny widać właśnie ten szacunek do swojego miejsca – każdy ma swoją pracę – i archiwista, i prezydent. 

Wyobrażacie to sobie u nas?

Posted via email from Hubert’s News

Sztuczna inteligencja w działaniu

Posted in dziennikarstwo,internet,polityka by Hubert on the August 17th, 2007

Na stronie z politycznymi artykułami i komentarzami Pardon znajduje się informacja o pośle Stanisławie Papieżu z LPR. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie (automatycznie wygenerowane zapewne) linki do tematów pokrewnych. Wśród nich są m.in. artykuły “Jak pisać o Janie Pawle II” i “Czas na kapłaństwo kobiet”… Jak widać nie każdy Papież to papież :-)

Duck Tales

Posted in polityka by Hubert on the June 22nd, 2007


Kilka cytatów z premiera Kaczyńskiego wypowiadającego się na temat podwyżek płac służby zdrowia, na ochłodę, z moim komentarzem… Wszystkie cytaty oraz zdjęcie pochodzą z artykułu z Gazeta.pl. Moje komentarze są kursywą. Kursywa to takie pochyłe litery, droga młodzieży.

Szef rządu stwierdził, że w Polsce zaistniała nowa sytuacja. – Mamy bardzo dobry rozwój gospodarczy, który doprowadził do fali roszczeń.

Jednym słowem: od tego dobrobytu ludziom się w głowach przewraca. Przypomina mi to twierdzenie władz Korei Północnej, że zasieki i strażnicy na granicy są po to, żeby ludzie z biednych kapitalistycznych krajów nie uciekali do Korei.

Szef rządu dodał, że strajki to “polityczne przedsięwzięcie”. – To jest oczywiste. Wiemy, że spoty Platformy były gotowe przed wszystkimi wydarzeniami – powiedział i dodał, że to nie przypadek iż protesty mają miejsce w trakcie polskich rokowań w Brukseli. – To jest obrzydliwe, to pokazuje poziom moralny naszych politycznych przeciwników – mówił.

Tutaj już mamy przykład czystej paranoi. Wszędzie czają się przeciwnicy, przygotowujący na szeroką skalę atak na Polskę.

Jeżeli mamy zaspokoić przynajmniej część tych żądań, to musimy zwiększyć dochody, czyli zwiększyć podatki. W ten sposób nie dochowalibyśmy naszych zobowiązań. Przed wyborami obiecywaliśmy obniżenie podatków. Trzeba więc zwrócić się do społeczeństwa i przeprowadzić w tej sprawie referendum – podkreślił Kaczyński. Premier powiedział, że podwyżka podatków obejmowałaby zwłaszcza najbogatszch.

Doskonały pomysł! W końcu najbogatsi najwięcej korzystają ze służby zdrowia w ramach ubezpieczenia! Niech płacą, skoro chcą korzystać z luksusów. Tak na serio oczywiste jest że premier próbuje antagonizować opinię publiczną ze służbą zdrowia: to przez nich przecież podatki są wysokie, bo tyle chcą!

Szef rządu dodał, że nie wiadomo, czy postulaty lekarzy i pielęgniarek zyskają poparcie w referendum. – To może się spotkać z oporem, bo najbogatsi to ludzie bardzo wpływowi – zaznaczył.

A ja myślałem że w referendum każdy, bogaty lub nie, będzie miał dokładnie jeden głos. Jeśli premier spodziewa się że demokracja nie działa (bo wyniki referendum nie odzwierciedlą prawdziwego poparcia lub braku poparcia wśród głosujacych), to czemu do niego nawołuje?

Według niego nie ma innej możliwości zdobycia funduszy na służbę zdrowia. – Nie mamy żadnych oszczędności. Rząd jeździ starymi samochodami i lata starymi samochodami – powiedział premier.

No to kamień spadł mi z serca. Gdyby premier miał coś odłożone na samochód, natychmiast podwyższyłby płace służbie zdrowia! No ale na nowy nie ma, jeździ starym… Może by sprzedał?

Gdyby dzisiaj ktoś, kto jest nieżyczliwy Polsce gdzieś poza Polską myślał, co by tu zrobić, żeby te dobre perspektywy Polski zniszczyć, to by wymyślił właśnie to, co się dzieje.

W tym nieco nieskładnym zdaniu premier pragnie wyrazić przypuszczenie, że za granicą (ZA GRANICĄ, ło matko!) ktoś wymyśla jak zniszczyć dobre perspektywy! Nie wiem czemu ten nieżyczliwy nie miałby mieszkać w Polsce, ale budująca jest dziecięca wiara premiera w siłę stwórczą myśli ludzkiej. Polska jest oczywiście pępkiem świata i wszyscy nieżyczliwi tylko kombinują jak tu wysłać pielęgniarki na demonstrację. Gdyby nie to, nigdy by się nie domyśliły że za mało zarabiają.

Pytany, czy w razie porażki referendum, jego gabinet poda się do dymisji, premier powiedział: “Czy ta akcja jest po to, żeby zmusić rząd do dymisji? Zaczynam mieć takie wrażenie”.

Szkoda że Premier odpowiedział nieco bezrefleksyjnie, bo chciałbym się dowiedzieć, który z możliwych wyników referendum rząd uznałby za porażkę?

“A to by oznaczało – jego zdaniem – że nie chodzi o żadne interesy pielęgniarek, czy o jakichkolwiek pracowników, tylko o interesy tych, którzy nas się boją, bo mają powody się bać”. “To nie są pracownicy, to są na ogół bardzo bogaci ludzie, którzy drżą przed tym, żeby nie pokazano źródeł tego bogactwa i różnego rodzaju przedsięwzięć, w które byli, a czasem [są] w dalszym ciągu zaangażowani. To jest tak, to ci ludzie chcą tak bardzo, żeby ten rząd upadł, tak bardzo się boją”.

Pozostawiam ten piękny przykład świata widzianego oczami premiera bez komentarza… Albo nie… po namyśle (już po opublikowaniu tego wpisu) postanowiłem jednak skomentować. Uważam, że taki chaotyczny proces myślowy, prowadzący zawsze do tych samych wniosków, łączenie zdarzeń i osób od siebie niezależnych w jedną całość, węszenie wszędzie tajnych związków pomiędzy zdarzeniami i osobami – to wszystko to oznaka oderwania od rzeczywistości i stworzenia sobie “ochronnego muru” oddzielającego od świata realnego. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, ale można by się jej doszukiwać w biografii premiera: pozostawanie zawsze na uboczu najważniejszych wydarzeń, w czyimś cieniu, słaba znajomość współczesnego świata, zdaje się że również języków, musiały spowodować jakieś zamknięcie się w sobie i podejrzliwe patrzenie na wszystko dookoła.
Aha, też nie rozumiem o co chodzi premierowi w drugim zacytowanym zdaniu.

AKTUALIZACJA: Już po opublikowaniu niniejszego wpisu, redaktorzy gazeta.pl wyedytowali artykuł, przede wszystkim redagując wypowiedzi polityka, tak aby były nieco składniejsze. Tak więc jeśli spojrzycie na cytaty i na cytowany artykuł, i zauważycie różnice, to nie jest to jakaś moja manipulacja. Przyznam się, że również miałem ochotę poprawić nieco styl cytowanej wypowiedzi, jednak (oprócz wtrącenia tu i ówdzie słówka, którego wyraźnie brakowało), postanowiłem pozostawić ją w oryginalnym brzmieniu.

Śmieszne czy straszne?

Posted in polityka by Hubert on the June 5th, 2007
  • Mamy ministra edukacji który nie rozumie lub po prostu nie czytał dzieł literatury światowej, a Transatlantyk przeczytał dopiero niedawno (i “był przerażony”). Dziwne, powinienem chyba czuć się gorzej wyedukowany od ministra edukacji? Śmieszne czy straszne?
  • Mamy wysokiego urzędnika w tym samym ministerstwie który nie wierzy w ewolucję, a bajdurzy o “sile witalnej“. W XXI wieku. Śmieszne czy straszne?
  • Mamy ministra i wicepremiera, który opowiada bajędy że ma na imię Edgar od Edgara Allana Poe “twórcy skautingu”. Co on robił za młodu? Nie czytał Poe’go? Naprawdę o nim nie słyszał? Jak to się dzieje? Śmieszne to czy straszne?

Słowa Lema

Posted in lem,polityka by Hubert on the March 29th, 2007

Wydanie książki Wojtka Orlińskiego o Lemie (polecam!) zainspirowało mnie do ponownego przejrzenia kilku książek Lema. Dziś czekając w Urzędzie Skarbowym czytałem kawałki z wywiadu-rzeki z Lemem pt. “Świat na krawędzi”. Trafiłem akurat na taki fragment [skróty ode mnie]:

Chciało się mieć Polskę wolną, ale nie chciało się mieć takiej. Słowa “instynkt państwowy” zostały w przykrych okolicznościach i w złej sytuacji przez Bolesława Piaseckiego wyartykułowane, nieszczęśliwie użyte [...] ale słusznie sięgnął po nie niedawno Giedroyć. Coś takiego powinno jednak istnieć: nie tromtadracja śliniąca się i głupkowata, jak na skrajnej prawicy. Nie powinny już nami rządzić trumny Piłsudskiego i Dmowskiego; tymczasem deskami z trumny Dmowskiego łomoce sie, kogo się da. Są jednak ludzie niepouczalni, science-proof and knowledge resistant – całkowicie nieprzepuszczalni na żadne argumenty ani fakty. [...] Różnice zachodzące pomiędzy katolicyzmem otwartym, jaki reprezentował i może jeszcze reprezentuje “Tygodnik Powszechny”, a tym co wypisuje “Nasz Dziennik” czy “Niedziela”, są przerażające. Dwie otchłanie, dwa zupełnie różne kierunki – jak można twierdzić, że jedno i drugie wywodzi się z Ewangelii, nie mogę zrozumieć.

Dlaczego tacy ludzie nie zajmują się polityką? Czekajcie… wiem już dlaczego.

Komentarze na onecie

Posted in internet,polityka by Hubert on the January 11th, 2007

Tytułowy zbitek słów to już niemal stały związek frazeologiczny w polskim Internecie. Jest synonimem czegoś głupiego, nieprzemyślanego, wpisywanego pod wpływem negatywnych emocji, bez popatrzenia na tematykę komentowanego artykułu. Unikałem ich czytania, zawsze jednak zaniepokojony, że w gronie tysięcy głupot znajdzie się coś naprawdę ciekawego. W tej postaci komentarze do artykułów są praktycznie bezużyteczne. Istnieją jednak osoby, które pisanie rozbudowanych i, co tu dużo mówić, interesujących komentarzy właśnie tam uczynili sensem swojego bycia online. Zagadką dla mnie pozostaje, dlaczego. Całkiem niedawno zaś natrafiłem na stronę zbierającą najciekawsze (wg autorów strony) komentarze z onetowych forów. Komentarze zebrane na stronie są podzielone tematycznie, głównie zaś dotyczą bieżących wydarzeń politycznych w Polsce.

Polityka białych śmieci

Posted in polityka by Hubert on the December 11th, 2006

Ostatnie wydarzenia z pogranicza polityki i plotek obyczajowych dają nam wgląd w życie polskich white trashów, z którym pewnie wielu z nas nigdy by się nie zetknęło, gdyby nie elektorat Samoobrony. Mam na myśli oczywiście całą aferę związaną z panią Krawczyk. Egzotyczny świat kolesi, którzy wzajemnie podrywają sobie pannę, która rodzi kolejne dzieci, nie wiadomo z kim, wyciągających kwestie ojcostwa i prywatnych przyjaźni na forum publiczne i bez żenady dyskutujących chałupnicze metody usuwania ciąży przez wioskowych weterynarzy. Po wejrzeniu w ten wspaniały świat polskich elit władzy odnosi się przede wszystkich wrażenie ogromnej interesowności we wszystkim co robią (liczenie na to, że jak dam komuś d… to mi się odwdzięczy posadą, albo chociaż uznaniem swojego lub nie swojego potomstwa), oraz kompletny brak troski o te, Bogu ducha winne, dzieci, z których najstarsze zapewne rozumie że w TV wciąż roztrząsają życie prywatne jej matki, a tożsamość jego ojca przechodzi z rąk do rąk jak gorący kartofel. Symptomatyczne jest to, że jej wynurzenia nie zostały zignorowane przez “działaczy” Samoobrony, lecz natychmiast każdy zaczął się wymigiwać i pokazywać palcem na innych: “ten z nią spał częściej”, “ten pewnie jest ojcem” etc. Widać w tym ogromną niedojrzałość społeczną i personalną tych wszystkich kolesi, co na wierzchu starają się grać dystyngowanego dygnitarza, zaś w zaciszu domowym mogą odrzucić cienką warstwę kultury i oddać się temu, co lubią najbardziej…

Obywatel jako klient

Posted in podatki,polityka by Hubert on the November 6th, 2006

W moim widzeniu stosunku pomiędzy obywatelem, a państwem, lubię przyjmować za właściwą relację polegającą w skrócie na tym:

  • Obywatel płaci podatki
  • Podatki są opłatami za usługi, jakie państwo świadczy obywatelom

Z powyższego wynika również zasada “płacę, więc wymagam”. W związku z tym, płacąc podatki, chcę widzieć konkretne i wymierne usługi świadczone mi przez państwo. Jeśli państwo twierdzi, że chroni mnie, chcę czasami zobaczyć policjanta na moim osiedlu, a nie widywać policjantów łapiących staruszki przechodzące na czerwonym świetle o 4:30 nad ranem (autentyk, mandat = 250 PLN). Chcę aby tego policjanta zobaczył również potencjalny złodziej. Chcę również aby podatki miały logiczną strukturę, z której wynika stopień zaangażowania państwa (tak!) w czyjeś interesy i odwrotnie.
Dla przykładu: jedną z opłat które uiszczam regularnie co roku jest tzw. podatek gruntowy. W moim mieście wynosi on 0,50 zł od m kw. zwykłego mieszkania. Jednak w moim przypadku jest trochę inaczej. Jako, że pracuję w domu, zadeklarowałem uczciwie jedno pomieszczenie jako pomieszczenie biurowe. I okazało się, że za powierzchnię tego pomieszczenia płacę… 18 zł za m kw. Co to oznacza? Czy ktoś, logicznie wnioskując na podstawie konkretnych badań, stwierdził, że jako pracujący w domu, jestem 36 razy bogatszy od innych? Czy też, choć wierzyć się nie chce, chodzi po prostu o oskubanie klienta (obywatela)?
Tak na marginesie: inną opłatą również uiszczaną co roku jest tzw. opłata za wieczyste użytkowanie, choć zgodnie z nazwą powinno płacić się ją co 100 lat (wiek). Ciekawe, prawda?

Czy warto…?

Posted in humor,polityka by Hubert on the August 30th, 2006

Ponieważ obiecałem sobie, że dam sobie spokój z komentarzami na temat bieżących wydarzeń w polskiej polityce (za dużo mnie to nerwów kosztowało), to oddam dziś głos innym – dwa wpisy na dwóch polskich politycznych blogach z dwóch różnych stron politycznej areny. Nie muszę chyba przedstawiać, kto jest kim… widać po tytułach.