Hubert’s News


Pojechane w kosmos!

Posted in film,recenzja by Hubert on the March 23rd, 2011

Jestem bardzo odważny.

Obejrzałem prawie wszystkie filmy z zestawu “Pojechane w kosmos” zawierającego polskie najbardziej campowe polskie filmy SF i horror.

Prawie wszystkie, bo mimo prawdziwego zaprawienia w bojach przy oglądaniu najgorszych filmów świata, “Sygnałów MMXX” nie dało się oglądać.

Pojechane

W skład zestawu wchodzą:

  • Milcząca gwiazda z 1959 roku. Ekranizacja powieści Stanisława Lema “Astronauci”. Baaaardzo archaiczne, przegadane i socjalistyczne. Ale generalnie sensowne. Ten film, po przemontowaniu (wycięto coś pół godziny), i zdubbingowaniu bez socjalistycznych dialogów, trafił na amerykański rynek jako First Spaceship on Venus i zarobił całe 4 punkty na IMDB.
  • Sygnały MMXX z 1970 roku. Coś w rodzaju radziecko – enerdowsko – polskiej podróby Odysei Kosmicznej. Nie udało mi się obejrzeć do końca.
  • Test pilota Pirxa z 1978 roku. Wiadomo – ekranizacja opowiadania Stanisława Lema. Kiepścizna straszna ale zawiera kultową scenę z androidem która śniła mi się po nocach jak byłem dzieckiem.
  • Klątwa doliny węży z 1987 roku. Coś jak peerelowski Indiana Jones z baaaardzo słabymi efektami specjalnymi i z mnóstwem egzotycznych plenerów. Słabizna straszna ale daje się oglądać.

Dodatkowo, do zestawu dodano ekranizację lemowskiego opowiadania Przyjaciel w formie krótkometrażowej nowelki. Niestety, kompletnie wypacza ona sens i nastrój oryginału, do tego pakuje tam Tichego jako głównego bohatera.

Posted via email from Hubert’s News

Precz z blokadami regionalnymi

Posted in biznes,film,internet,piractwo by Hubert on the April 27th, 2010

Od razu powiem, co wiedzą wszyscy czytający moje wypowiedzi: jestem za płaceniem za “content”, i chętnie to robię, jeśli tylko da mi się taką szansę (a czasami nawet jak tej szansy nie mam: vide iTunes, Xbox Live, Spotify etc). I nie jestem bezwględnym przeciwnikiem DRM jako zabezpieczenia producentów przed piractwem. Jestem nawet umiarkowanym zwolennikiem – nie może to szkodzić konsumentowi – bo szkodzi tylko konsumentowi legalnemu. Ot, choćby niedawna afera z grą Assassin’s Creed 2 w wersji na PC, która wymagała ciągłego połączenia z siecią w czasie grania. Ostre przegięcie. O wiele bardziej podoba mi się DRM wbudowany w samą konsolę – ot po prostu nie przyjmuje skopiowanej płytki i tyle. Legalny konsument nie ma problemu – nielegalny musi kombinować. W przypadku złego DRM nielegalny konsument nie ma problemu, a legalny musi kombinować – bo np. nie ma akurat połączenia z Internetem, a chciałby zagrać lub musi czekać oglądając głupkowate inscenizacje o tym że “nie ukradłbyś torebki”.

Istnienie DRM wynika oczywiście z założenia że oto mamy wroga: pirata który chce coś ukraść. Niestety pirat zazwyczaj i tak ukradnie. Wiele firm zdało sobie z tego w końcu sprawę i sprzedaje media niezabezpieczone – co popieram całym sercem. Serwisy takie jak Good Old Games, Emusic, czy Audioteka to jaskółki przynoszące nam wiosnę bez-DRMowych, a legalnych mediów.

Czyli DRM było reakcją producentów zawartości na istnienie wroga. Zastanówmy się, więc, kto jest wrogiem w sytuacji kiedy nie możemy czegoś obejrzeć, bo znajdujemy się w niewłaściwym miejscu na kuli ziemskiej. Inni mogą oglądać za darmo, lub po prostu nie chce się od nas pieniędzy. Przykładów takich zachowań jest wiele: seriale na YouTube, Hulu, lub na stronie CBS dostępne tylko w USA, streaming filmów z Netflix, brak możliwości obejrzenia seriali w aplikacji ipla pokazującej seriale z Polsatu, będąc w Niemczech. Z czego to wynika? Kto teraz jest wrogiem? W przypadku nielegalnie skopiowanej płyty można argumentować że producent stracił możność jej sprzedaży (rzeczywistość moim zdaniem jest inna, ale tak argumentują niektórzy producenci), co traci więc CBS jeśli obejrzę odcinek MacGyvera który i tak jest dostępny za darmo na stronie stacji dla Amerykanów? A kto jest wrogiem gdy trzymam w ręku kartę kredytową i chcę zapłacić za zawartość, za którą mogą płacić Amerykanie?

Mam pewną teorię: winny jest tu tzw. direct marketing. I nie jest wrogiem tutaj niedoszły widz, tylko ofiarą. A wrogiem jest reklamodawca, który nie zapłacił za “ekspozycję” swoich reklam na terytorium innym niż USA. Ta teoria niestety wyjaśnia tylko brak dostępu do darmowych mediów – wciąż nie rozumiem dlaczego nie mamy dostępu do mediów płatnych. Być może jest to próba dyktowania różnych cen dla różnych regionów świata? OK, no ale zdecydujcie się na jakieś ceny, niechby i wyższe niż w USA (wielokrotnie pisałem o różnicach cen między USA a naszym pięknym krajem), i pozwólcie nam zapłacić!

Transformers 2

Posted in film,recenzja by Hubert on the July 2nd, 2009

Byłem wczoraj na Transformers 2 i poza pewną ilością humoru, paroma aluzjami do Transformersów w przeszłości (prawie steam-punkowymi), nie bardzo mi się podobało. Roboty wyglądały odpowiednio majestatycznie, jednak finałowa walka dość mocno mi się dłużyła. Generalnie po powrocie do domu obejrzałem “Planet Terror” i dopiero wtedy poczułem się filmowo usatysfakcjonowany :)

Co zabawne, doradca prezydenta(?) Galloway (grany przez Johna Benjamina Hickeya) ma generalnie rację: nie mielibyśmy kłopotów gdyby dwie frakcje robotów nie wciągnęły nas w rozgrywki o Iskry i Kostki :)

Tłumaczenie, niestety wołało o pomstę do nieba więc po jakimś czasie przestałem czytać napisy w ogóle. Nie to że było niedokładne lub nieładne – po prostu czasami dokładnie odwracało sens zdania (np “I’m here for your help” – przetłumaczone jako “Jestem tu by ci pomóc”, lub home theater (kino domowe) przetłumaczone jako “domowy teatrzyk”).

Mashed In Plastic

Posted in film,muzyka by Hubert on the December 19th, 2008

W ramach mojego małego eksperymentu, polegającego na słuchaniu przez miesiąc darmowej i legalnej muzyki, dostępnej w Internecie (założenia: nie chodzi o internetowe radio, tylko o niezabezpieczone pliki do ściągnięcia, i nie mogą to być pojedyncze promocyjne utwory, tylko całe płyty), natrafiłem na świetny album.
Mashed In Plastic to album złożony z utworów będących miksem muzyki filmowej, dialogów filmowych, i różnych piosenek… wszystko to związane z filmami Davida Lyncha. Album do pobrania tutaj. Dobrej zabawy, szczególnie jeśli lubicie tego reżysera (co wcale nie jest konieczne żeby ten album się komuś podobał).

Cleanflicks czyli czyste filmy: technologia na usługach religii

Posted in film,kultura,religia by Hubert on the October 12th, 2008

Nazwa “Cleanflicks” kojarzy się przeciętnemu Amerykaninowi wypożyczającemu filmy z nazwą “NetFlix”. Netflix jest najpopularniejszą firmą oferującą internetową wypożyczalnię DVD, w której płacimy miesięczny abonament, a za przesłane do nas wypożyczone filmy nie ponosimy żadnych dodatkowych kosztów. Co to jest więc CleanFlicks?
CleanFlicks powstał po to aby oferować w podobnym trybie jak NetFlix, najbardziej ortodoksyjnym religijnie ludziom (główną grupą klientów są mormoni) filmy tak przygotowane by nie obrażały ich religijnych uczuć. Nie tylko nie ma w nich “scen miłosnych”, nie ma też przemocy, przekleństw, i wzywania imion bóstw.
Oczywiście niektóre filmy po takim przygotowaniu były o wiele krótsze.
Jak się zapewne domyślacie, twórcy i właściciele serwisu szybko wpadli w tarapaty prawne. 6 lipca 2006 roku sędzia w Denver zadecydował że nie można wypożyczać ani sprzedawać tak zmienionych filmów. Firma zaprzestała działalności, jednak to nie był jej koniec.
W 2007 roku firma rozpoczęła ponownie działalność, tym razem oferując wyłącznie całe filmy przejrzane przez jej ekspertów, którzy stwierdzili że żadne religijne zasady nie są w nich naruszone. Niestety filmów takich jest mało i głównie są to mało znane telewizyjne i familijne produkcje. CleanFlicks stanął przed dylematem: jak zapewnić swoim klientom dostęp do rozrywki, równocześnie nie narażając ich na oglądanie gołych cycków.
Z pomocą przyszła technologia. Gdy spojrzymy na wyrok (nie mogą DYSTRYBUOWAĆ zmodyfikowanych filmów), możemy znaleźć w nim lukę. Co gdyby firma dystrybuowała CAŁY film, a edycja odbywała się u klienta w domu? Tak powstał system CleanPlay – klient kupuje od nich specjalny odtwarzacz DVD, a do każdego filmu dostaje skrypt zawierający dane dla edytora (na dysku przenośnym USB). Tym sposobem edycja odbywa się w domu oglądającego, w czasie rzeczywistym.
Myślę że tego typu sytuacji będzie coraz więcej. Współczesna technologia umożliwia ludziom życie w “prywatnym bąblu” zawierającym tylko rzeczy które im odpowiadają i ich interesują, bez potrzeby przejmowania się innymi. Być może następnym krokiem będzie np. edycja strumienia video na żywo, gdzie obdarzony sztuczną inteligencją program będzie zasłaniam gorszące fragmenty obrazu?

Legend Of Neil

Posted in film,internet by Hubert on the September 4th, 2008

Kolejny przykład darmowej, legalnej, i doskonałej jakości rozrywki (lepszej niż abonamentowa telewizja). Serial Legend Of Neil opowiadający o Neilu, który we wstydliwych okolicznościach przedostał się do świata gry Legend Of Zelda. Jest to kolejny przykład tego jak przy prostym założeniu (pokazanie mechaniki świata gry która okazuje się absurdalna) uzyskujemy zabawny i zajmujący efekt. Do tego zobaczymy w serialu m.in. Felicię Day. Całość do obejrzenia tutaj.
Hmm, wyszła mi kolejna notka dotycząca sieciowego serialu… Zaczyna to wyglądać na to że nic innego nie robię tylko oglądam. A prawda jest taka że odcinki tych seriali mają po kilka minut – i na tyle starcza mi czasu, sił, i cierpliwości. Podejrzewam że nasze dzieci telewizję będą znały tylko z takich “kawałków”. Pokolenie Youtube :-)

Batman z przedmieścia

Posted in film by Hubert on the August 21st, 2008

Przy okazji zainteresowania Batmanem, wzbudzonego przez doskonały film The Dark Knight (o którym chętnie napisałbym coś, jednak z braku czasu ograniczę się tylko do rekomendacji: trzeba obejrzeć) polecam doskonałą serię “Batman Of Suburbia”, którą obejrzeć można tutaj.
Strona Funny Or Die jest założona i współprowadzona przez amerykańskiego komika i aktora Willa Ferrella. Warto na niej pogrzebać, bo odbiega na plus jakością od innych stron “ze śmiesznymi filmami”, przede wszystkim oryginalną (czyli produkowaną tylko da niej) zawartością. Inna doskonała seria tam opublikowana to “Jesus People”, pseudo-dokument (mockumentary) o chrześcijańskim zespole pop.

Southland Tales

Posted in film by Hubert on the July 18th, 2008

Southland Tales
Po obejrzeniu rewelacyjnego debiutu Richarda Kelly “Donnie Darko”, oczywiście zastanawiałem się, jak będzie wyglądał kolejny jego film – skoro karierę zaczął od tak wielkiego osiągnięcia. Oczekując na następny film, zdążyłem zakupić 2 wersje “Donniego” na DVD, jak również przeczytać wywiad, który chyba był żartem reżysera – w wywiadzie zdaje się mówił że jego następny film będzie o tym że za wszystkimi wydarzaniami na świecie stoją rozumne krowy. Na szczęście nie okazało się to prawdą – kolejny film “Southland Tales” nie jest o rozumnych krowach. Film, podobnie jak pierwszy film reżysera, miał problemy z dystrybucją, no ale “Donnie” osiągnął popularność i status “kultowości” też dopiero na DVD.
“Southland Tales” mimo że jest trudniejszy w odbiorze, nie rozczarowuje. Fani “Darko” zobaczą wiele podobieństw i wspólnych wątków. Film jest polityczno – społeczną satyrą, z domieszką science fiction. Zaskoczeniem jest jak z w sumie drugorzędnych aktorów Kelly wydobył sporo talentu – wszystkie postaci pierwszoplanowe zagrane są świetnie. Jak widać w dobrych rękach aktor może się rozwinąć.
O fabule w skrócie: akcja filmu dzieje się w 2008 roku, w alternatywnej rzeczywistości w których nastąpił atak atomowy na USA. W związku z tym rozpoczęła się wojna, rząd amerykański ogłosił pobór, i zaatakowano kilka krajów (Syrię, Iran, Irak i Koreę Północną). Kraj został odcięty od źródeł ropy, i na gwałt poszukuje alternatywnego rozwiązania. Tutaj wkracza Baron Von Westphalen, naukowiec snujący plany o dominacji nad światem – i udostępnia nowej, konserwatywnej władzy nieskończone źródło energii o nazwie Liquid Karma. Niestety, jego wykorzystanie powoduje, że następuje naruszenie czasoprzestrzeni…
Polecam ten film wszystkim, którym podobał się “Donnie Darko”. Nie rozczarujecie się, ale mózg może Wam się trochę rozgrzać…

Fikcyjne korporacje

Posted in biznes,film,humor by Hubert on the June 19th, 2008

Zainspirowany artykułem w manager magazine dotyczącym inwestowania w nieruchomości, w którym przeczytałem że apartamentowce nad morzem buduje firma Stark Development, zacząłem zastanawiać się, jak często na potrzeby filmów i komiksów tworzy się fikcyjne korporacje. Oczywiście dzieje się tak ponieważ wymienianie prawdziwych firm może prowadzić do problemów prawnych. Ciekawe jest też, jak wielu bohaterów Marvela miało własne firmy…
Im więcej o tym myślałem, tym więcej firm przychodziło mi do głowy, i ze zdziwieniem spostrzegłem, że na temat każdej z nich jestem w stanie opowiedzieć parę słów… człowiek pamięta tak wiele niepotrzebnych informacji!
Oto kilka z najbardziej zapadających w pamięć fikcyjnych korporacji.

Weyland Industries (Alien vs Predator) oraz Weyland-Yutani (seria Alien).

Firma założona przez Charlesa Bishopa Weylanda o którego oparto wygląd cyborga Bishopa z pierwszego “Obcego” (bo to ten sam aktor, hehe). W serii o Obcych nazywana czasem po prostu “firmą”. Przedstawiciele firmy zaślepieni chęcią zysku nakazali uzyskać żywego Obcego, co wiadomo jak się skończyło.

Cyberdyne Systems

Nie wiemy co ta firma produkowała przedtem, ale jak dostali kawałki Terminatora, to zaczęli je badać, co w końcu doprowadziło do wyprodukowania Terminatora. I tak w koło macieju, typowy paradoks czasowy.

Stark Industries

Firma prowadzona przez Tony’ego Starka, czyli Iron Mana. Typowy przykład korupcjogennego połączenia prywatnego i państwowego kapitału – lwia część zleceń tej firmy to produkty wojskowe.

Umbrella Corporation

Firma farmaceutyczna, znana z serii gier i filmów Resident Evil. Odpowiedzialni za wypuszczenie wirusa zamieniającego ludzi w zombiaki w Racoon City i nie tylko.

LexCorp

Właściciel: główny wróg Supermana, Lex Luthor. Zdaje się że zajmują się dokładnie wszystkim: od wydawania gazet, poprzez linie lotnicze, aż to badanie artefaktów zostawionych przez kosmitów. Ot, taki fikcyjny Virgin czy Kraft.

Donnie Darko w Księciu Persji

Posted in film,gry by Hubert on the June 12th, 2008

A jednak nie perski książę, ale Jake Gyllenhaal, który mi zawsze będzie się kojarzył z filmem Donnie Darko, będzie grał głównego bohatera filmu opartego na serii gier Prince Of Persia. Co ciekawe, IMDB wymienia samego Jordana Mechnera jak jednego ze scenarzystów.
prince

Next Page »