Rzadko chodzę na koncerty, jeśli już to na coś kameralnego i mało znanego, co przygrywa mi do piwa (rym!).
Jednak takiej okazji nie mogłem przepuścić: gdy chyba w lutym usłyszałem o koncercie Sonisphere (nie wiem dlaczego wydaje mi się że wtedy nazywał się Live Nation), na którym mają wystąpić cztery dla mnie najważniejsze zespoły thrashowe, nie wahałem się i zamówiłem bilety.
Na wypadek gdybyś był młodym czytelnikiem, to wymieniam te zespoły: Metallica, Slayer, Anthrax i Megadeth.
Na koncert wybrałem się z Tomkiem, który mieszka w Warszawie - nie wiem czy go to uszczęśliwiło bo musiał mnie przywieźć z dworca, pójść ze mną na koncert, przenocować, i zawieźć na dworzec, ale zakładam że tak. Tomek - dzięki!
Na lotnisko w Bemowie pojechaliśmy komunikacją miejską (Tomek miał różne teorie na temat tego jak jeżdżą autobusy - nic dziwnego, nie jeździł komunikacją od lat). No ale dotarliśmy w końcu, nawet okazało się że część trasy przejechaliśmy specjalnie do tego celu podstawionym busem.
Po dotarciu na miejsce przeszliśmy przez wiele bramek które wyglądały groźnie ale zgodnie zauważyliśmy że tak naprawdę przemycić można było słonia. W momencie naszego przybycia grał Anthrax. Zespół był w dobrej formie, zagrał znane kawałki (setlista tutaj
http://www.setlist.fm/setlist/anthrax/2010/sonisphere-festival-warsaw-poland-6bd42256.html), i był jedynym który spontanicznie złożył hołd zmarłemu niedawno Ronniemu Jamesowi Dio, grając fragment
Heaven and Hell.
Anthrax grał krótko - tak jak było w publikowanym wcześniej rozkładzie. Pozostałe zespoły też trzymały się tego schematu, organizatorzy nawet nie dawali nadziei na bis - wyłączając dźwięk i video-ekrany tuż po wybrzmnieniu ostatniego akordu. Myślę że miało to podkreślić, kto tu jest gwiazdą, a kto tylko supportem, mimo szumnych zapowiedzi o tym że “pierwszy raz wspólnie” etc.
Następny był Megadeth. Zespół przeżywa kolejny kryzys, Dave nie był w dobrej formie, jego głos niknął kompletnie w hałasie (mógłby przearanżować te kawałki żeby śpiewać inaczej - zapowiedzi były dobrze słyszalne - niższym głosem). Najlepiej brzmiały fragmenty instrumentalne. No więc wykorzystaliśmy część występu Megadeth na próbę zdobycia piwa (nieudaną - organizatorzy uznali że piwo należy wypijać w ogrodzeniu przy barach, więc był tam ogromny tłum - nie można było kupić piwa i odejść na murawę). Megadeth (podobno) zagrał to:
http://www.setlist.fm/setlist/megadeth/2010/sonisphere-festival-warsaw-poland-7bd42250.html. Przy okazji pozdrawiam dziennikarza dużego dziennika który napisał że grali utwory z “ostatniej płyty
Rust In Peace“. Peace, dude, ale ten towar ci szkodzi!
Kolejnym zespołem był Slayer który po prostu mnie znokautował. Nie miałem zielonego pojęcia że tak świetnie wypadają na koncertach. To prawdziwa maszyna która rozjechała, przeżuła i wypluła publiczność. Przy okazji przeżyłem chwilę osobistego wzruszenia, bo 20 lat po usłyszeniu po praz pierwszy
South Of Heaven usłyszałem ten kawałek na żywo. Oto setlista Slayera z tamtego wieczoru:
http://www.setlist.fm/setlist/slayer/2010/sonisphere-festival-warsaw-poland-63d42257.html.
No i przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. Z małym opóźnieniem (chcieli żeby zapadła ciemność?) Metallica rozpoczęła mocno od
Creeping Death. Przy okazji okazało się że mają więcej wielkich ekranów i pirotechnikę (np. ognie na scenie podczas
Fuel lub fajerwerki podczas wstępu do
One). Inne zespoły tego nie mieli, więc to kolejna wskazówka kto tu rządzi. No i nie da się ukryć że zarządzili: Metallica przekształciła thrash metal w arena rock. Ich występ był świetni zsynchronizowany z efektami, a repertuar na ten wieczór wybrali raczej ostry. Prawdopodobnie wiedzieli że grając po Slayerze nie można za bardzo balladować

Bisowali (jako jedyni) aż dwa razy, grając w trakcie jednego z bisów cover Queen, a kończąc cały występ utworem
Seek And Destroy.
Scanning the scene in Warsaw tonight… W ogóle z płyty
Kill’em All było kilka kawałków, i dobrze bo jak powszechnie wiadomo, Metallica się tym albumie skończyła… Generalnie było dobrze - odnoszę wrażenie że lepiej niż wiele innych występów jakie zdarzyło mi się słyszeć (np. z
livemetallica.com).
Na końcu Hetfield gadał jeszcze długo do odchodzącej publiczności… Serio. Opowiadał jacy jesteśmy super…
Posted via email from Hubert’s posterous